Burza - Wiersze - Mówię Do Ciebie - Schizofrenia

Idź do spisu treści

Menu główne

Burza

Pozostałe
 
 
 
 
 

...zdaje się, że napisałem dla Ciebie regularny   kicz.
pisanie jak zwykle sprawiło mi bolesną przyjemność...
Jurek


Burza

WIECZÓR

      krzyczą na siebie, uderza ją w twarz, za oknem grzmi burza; krople deszczu rozbijają się dźwięcznie o szyby okien i parapety. ona pada na łóżko, jej długie czarne włosy rozsypują się na szerokiej poduszce. kuli się
On otwiera drzwi wybiega w mrok, dosiada konia, spina go, ten przysiada na zadzie staje dęba i rusza galopem.
     

Ona wybiega za nim, o próg łamie obcas w pantoflu, długa smukła suknia krepuje ruchy. wichura uderza w nią ścianą zimna i deszczu. rozwiewając w nieładzie włosy, przeszywa na wskroś. na drodze leżą kępy wyrwanej końskimi kopytami ziemi i trawy. wsparta ręką o framugę drzwi zgięta w pół patrzy w dal.

NOC

        świat oszalał, wściekły ogier toczy pianę z pyska, biegnie przez pola poprzez las i łąki przeskakuje doły i wykroty. wicher zacina ukosem z boku wzbierając falami ulewy. zlany potem dyszy rozszerzając chrapy. On smaga go biczem, przyspiesza, mięśnie zwierzęcia pracując współgrają z nim w naturalnej harmonii, gdzieś z boku ujadają psy. "uciec, nie myśleć, wykrzyczeć, zapomnieć"
   

Ona długo stoi przed domem, zaraz - zupełnie przemoczona przygotuje sobie herbatę, siada przy stole, patrzy w płomień buzującego ogniem kominka. purpurowy policzek pali ją dotkliwym jasnym żarem. nie rozumie, nie wierzy. jej oczy błyszczą - nie wiem pełne łez czy deszczu, krew w kąciku ust. w bezruchu,. wreszcie znużona zasypia.

ŚWIT

       szarawo, źdźbła trawy skubanej przez konia błyszczą kropelkami rosy. powoli opada mgła. chłód. On zaraz poklepie go po długiej szyi, w odpowiedzi ten potrząśnie grzywą. stoją przed dworkiem; tonie w gałęziach drzew i zarośli; śpi. z głowa przy ziemi stąpając nie spokojnie w miejscu koń rży.
   

Ona budzi się ,otwiera oczy ,odgarnia z twarzy posklejane włosy podnosi się z wiklinowego fotela staje przy poręczy werandy. patrzą na siebie. ona nieśmiało unosi dłoń. cisza, słychać jak trawa rośnie. On lewą ręką odwodzi wodze trącając konia piętą odwraca się i rusza przed siebie, odjeżdża, dworek niknie za plecami

... jurku,
dziękuję ci za ‘burze‘. kiczowata, lecz trafiającą w sedno.
może od tego są przyjaciele, żeby wiedzieć za nas, czego potrzebujemy?
wracam do niej ilekroć coś każe mi zadzwonić do Niego.
trwam tak, uczę się życia bez niego, uczę się życia na nowo.
tak musiało być i kiedyś za to podziękuję.
burza była moim katharsis, dodatkowo pięknym, bo od ważnego człowieka
Kinga

 
 
 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego